Weź się w garść i odważ się na zmiany!

Dzień doberek w poniedziałek,

znowu wracam po dłuugiej przerwie, ale może teraz uda mi się uskutecznić hasło regularność 🙂 To jest aż setny wpis…aż nie wierzę, że tyle się tego nazbierało, co prawda sporo starych jest do poprawki, ale jak będzie chwilka czasu to się wszystko ogarnie 🙂 Jak w tytule: weź się w garść i odważ się na zmiany!

U mnie muszę przyznać wiosna przyniosła dość konkretne zmiany, głównie w sferze zawodowej 🙂 i szczerze mówiąc do tej pory w to nie wierzę, że można kompletnie przeorganizować się w 14 dni…ale jak się chce to się da radę! Grunt to dobra motywacja.

Ale może zacznę od początku…To była moja pierwsza „poważna” praca. Całkiem przypadkowo trafiłam 1,5 roku temu do firmy budowlanej, i to jeszcze jako kompletny laik. Nie miałam w ogóle pojęcia o co chodzi w branży, w firmie…no nic kompletnie. Wszystkiego uczyłam się krok po kroku, papier po papierze, błąd na błędzie. Zdarzały się sytuacje mniej albo bardziej patowe, dni spokojne a czasem tak szalone, że człowiek miał po prostu dość. Wiadomo, wszystkiego trzeba się nauczyć, a niestety najlepiej człowiek zapamiętuje, jak się na czymś potknie. Ale muszę przyznać jedno – ogarnęłam to nawet całkiem, całkiem.

Tyle, że jak wiadomo – medal ma zawsze dwie strony. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie o to tutaj chodzi. Natomiast prawda jest taka, że ta praca zaczęła mnie coraz bardziej przytłaczać. Wracałam do domu totalnie wymęczona, wszystko brałam na siebie, każda potyczka to była dla mnie katastrofa, nerwy itd. Nie miałam na nic ani czasu, ani ochoty. Przychodziłam do domu i nic…kompletne zero chęci, motywacji…oczywiście nikt o tym nie wiedział, bo wstyd się przyznać – zaraz większość by stwierdziła, że nie chce mi się pracować…

I co dalej?…

Przełomowym momentem okazało się zapytanie o radę dziewczyn z grupy Urszuli Bielskiej-Phelep, odpowiednio naprostowały, nakierowały i dały motywacyjnego kopa do działania. Przede wszystkim podjęłam decyzję, że chcę coś zmienić, chociaż nie była to wcale łatwa decyzja. Tutaj była stabilna praca, na miejscu a mnie się nagle zachciało zmian. Sama nie byłam przekonana do swojego pomysłu, ale jak się powiedziało A to trzeba było powiedzieć i B. Więc zaczęłam wysyłać CV.

I tutaj największe zaskoczenie po otrzymaniu telefonu z Niepublicznej Szkoły Podstawowej z zaproszeniem na rozmowę. Znowu jechałam z duszą na ramieniu i tysiącem myśli w głowie (ile ja się namyślałam przez te 14 dni 😉 ). Rozmowa przebiegła po mojej myśli, wracałam z tak szerokim uśmiechem, że ludzie na mieście oglądali się za mną (wolę nie wiedzieć co myśleli…), ale po prostu byłam tak nakręcona jak nigdy. Co prawda znowu była bitwa z myślami, szefostwo starało się mnie zatrzymać, ale jednak póki mnie nic nie wiąże to chciałam spróbować – w końcu kto nie ryzykuje ten nie ma.

I w ten oto sposób trafiłam jako nauczycielka do szkoły – praca w zawodzie, ja czuję, że żyję i póki co to jestem tak pełna optymizmu, że chodzę wszędzie z uśmiechem na twarzy. Dobrze jest mieć pracę, ale jeżeli pracuje się tak naprawdę w tym, co człowiek chce robić to różnica jest kolosalna…Nie wiem co życie przyniesie dalej, ale póki co mogę stwierdzić jedno – czasami naprawdę trzeba wziąć stery we własne ręce i odważyć się na zmiany!!!

I tym kończę mój przydługi poniedziałkowy wpis 🙂 Udanego tygodnia!

Autorka: Natalia